Dla każdego, kto zleca pracę agentowi AI i odpowiada za wynik. Nie musisz programować. Wystarczy, że chcesz dostawać to, o co Ci chodziło, a nie to, co agent uznał za najbardziej prawdopodobne.
Prowadzisz małą firmę. W skrzynce czeka czterdzieści maili od klientów, więc prosisz agenta: „odpisz na zaległe wiadomości”. Po kwadransie wszystko jest wysłane. Uprzejmie, bez literówek, profesjonalnie.
Następnego dnia okazuje się, że klient, który narzekał, dostał rabat, choć rabatów nie dajecie. Innemu obiecano dostawę na piątek, a towaru nie ma na magazynie. Każda odpowiedź brzmiała dobrze. Żadna nie była Twoja.
Najgorsze? To wcale nie jest wina modelu.
Asystentka, która pracuje z Tobą od dwóch lat, wie, że rabatów nie dajecie, że pan Nowak to najważniejszy klient i że terminu nie podaje się bez sprawdzenia magazynu. Agent ma tylko Twoje jedno zdanie. Resztę musi czymś wypełnić, więc bierze to, co jest najbardziej typowe.
Dłuższy prompt nie pomoże. Gdy ktoś zapyta Cię o zasady dobrej odpowiedzi do klienta, wymienisz trzy. Gdy zobaczysz dwadzieścia gotowych odpowiedzi, bez wahania wskażesz te, których nigdy byś nie wysłał. Pisząc polecenie, masz dostęp tylko do tej pierwszej wiedzy.
Każda dwuznaczność to niepodjęta decyzja. A każdą niepodjętą decyzję ktoś w końcu podejmie. Pytanie tylko, kto i kiedy się o tym dowiesz.
Ile kosztuje otwarta luka? Więcej, niż się wydaje.
Rzecz zepsuta od razu daje znać, że jest zepsuta. Rzecz po cichu błędna przechodzi każdą kontrolę typu „czy działa” i po prostu czeka.
Prosisz o przygotowanie oferty dla nowego klienta. Agent bierze cennik, który znalazł w folderze. Zeszłoroczny. Klient akceptuje od ręki.
Prosisz o rozplanowanie postów na cały miesiąc. Wszystkie gotowe, tylko jeden zapowiada promocję, która skończyła się tydzień temu.
Przy każdej rozmowie opowiadasz od nowa, czym się zajmujesz, jak piszesz i czego nie robisz, żeby dostać jedną dobrze zrobioną rzecz.
W końcu mówisz „AI się nie sprawdza”, choć agentowi nie zabrakło inteligencji. Zabrakło mu faktów, których nikt mu nie podał.
Da się inaczej. I nie, to nie jest lepszy prompt.
Spec-Driven Development to nie narzędzie ani framework, tylko sposób pracy. Najpierw zapisujesz, co ma być prawdą i jak to sprawdzisz. Dopiero potem agent wykonuje.
Cała różnica mieści się w jednym pytaniu: czy umiesz wskazać wynik, który łamie to zdanie?
Nie da się wskazać wyniku, który to łamie, więc każdy wynik jest w porządku.
Od razu widać, kiedy wynik jest niezgodny. Agent nie ma czego zgadywać.
Jak to wygląda w praktyce? Właśnie o tym jest ten ebook.
Czym różni się to, co napisałeś, od tego, co masz na myśli, i od tego, co agent sobie z tego odtwarza. Dlaczego dłuższe polecenie nie wystarcza.
Jedno pytanie, które odróżnia prośbę od wymagania. Dlaczego zapisane rozstrzygnięcie działa dłużej niż najlepszy prompt.
Warstwa, która obowiązuje niezależnie od tego, o co akurat prosisz. Z ćwiczeniem na kwadrans, które działa od razu.
Jak zapisać, co ma być prawdą na końcu. Prosty sposób pisania wymagań, w którym brakujący warunek od razu rzuca się w oczy.
Jak podzielić pracę na kawałki, które naprawdę da się sprawdzić, zamiast przyjmować wynik na wiarę.
Narzędzie, które pilnuje kolejności za Ciebie, kiedy zaczyna brakować czasu i dyscypliny.
Zasady, specyfikacja, plan i zadania złożone w jedną całość na jednym przykładzie.
Cały mały projekt z kompletem plików, od pierwszej specyfikacji do sprawdzonych zadań.
Ta sama metoda w projekcie bez linijki kodu, razem z błędami z prawdziwego przebiegu.
Trzy warunki, przy których metoda się zwraca, i trzy kroki, od których warto zacząć.
Co dokładnie dostajesz?
Wystarczy, że raz nie stracisz popołudnia na poprawianiu tego, co agent zrobił „po swojemu”, i ebook zwraca się z nawiązką. A takich popołudni w pracy z agentem jest więcej niż jedno.
Po lekturze będziesz dokładnie wiedzieć:
Nie kupuj w ciemno. Pełny spis treści jest wyżej.
Zobacz spis treściNie. Ebook jest dla każdego, kto zleca pracę agentowi i odpowiada za wynik. Większość przykładów dotyczy kodu, bo tam najłatwiej je pokazać, ale jeden z dwóch pełnych projektów powstał bez linijki kodu. Na końcu jest słownik pojęć.
Z każdym. Przykłady powstały w pracy z Claude, ale metoda nie zależy od narzędzia. Cursor, GitHub Copilot czy Codex czytają pliki projektu tak samo, więc zasady, specyfikacja i plan działają w nich bez zmian.
Nie. Tu nie ma listy promptów ani sztuczek na konkretne narzędzie. Jest sposób pracy, który działa niezależnie od tego, co akurat wpiszesz w okienko czatu.
Czasem tak, i ebook mówi wprost, kiedy. Rozdział 10 opisuje trzy warunki, przy których metoda się zwraca, a przy których lepiej ją odpuścić.
Od rozdziału 3 i opisanego w nim ćwiczenia. Zajmuje kwadrans i efekt zobaczysz przy najbliższym zadaniu dla agenta.
Jako PDF (88 stron), wysyłany na Twój mail w ciągu 24 godzin od płatności. Dodatki są przygotowane do skopiowania i użycia od razu.
Wyobraź sobie, że agent odpisuje na maile od klientów, a Ty wiesz, że żaden nie dostał rabatu, którego nie dajesz, ani terminu, którego nie dotrzymasz. Bo to jest zapisane.
Jedno zdanie, szybki wynik i długie poprawianie.
Agent wie, co ma być prawdą na końcu, a Ty wiesz, jak to sprawdzić.
P.S. Najważniejsze w jednym zdaniu: agent nie zgaduje tego, co zostało zapisane. Każde zadanie zlecone bez tego to kolejna decyzja, którą ktoś podejmie za Ciebie. Zamknij lukę teraz →
Masz pytanie o ebook, o pracę z agentem albo o własny projekt? Napisz. Czytam każdą wiadomość osobiście.